sobota, 7 maja 2016

Jakub Błaszczykowski


 Jakub Błaszczykowski (ur. 14 grudnia 1985 w Truskolasach) – polski piłkarz występujący na pozycji pomocnika we Fiorentinie, do której jest wypożyczony z Borussii Dortmund. Reprezentant Polski. W latach 2010–2014 kapitan reprezentacji Polski. Uczestnik Mistrzostw Europy 2012. Członek Klubu Wybitnego Reprezentanta. Dwukrotny laureat Plebiscytu Piłki Nożnej w kategorii ''Piłkarz Roku''.

Życiorys

Krok za krokiem

5594_zyc_kapitan.jpg25 maja 2013 roku, słynny stadion Wembley. Finał Ligi Mistrzów. Prawdziwe ukoronowanie sezonu 2012/13 – znakomitego w wykonaniu BVB, znakomitego w wykonaniu Jakuba Błaszczykowskiego. – Wspólnie napisaliśmy piękną historię – podkreślał wtedy. W jego osobistej piłkarskiej historii był to kolejny wielki krok do przodu. Wybierany kapitanem drużyny narodowej przez trzech kolejnych selekcjonerów, doceniany przez kibiców za to, że w koszulce reprezentacji Polski zawsze daje z siebie absolutne maksimum i wreszcie – uwielbiany w Dortmundzie, gdzie pozostał na kolejne lata mimo atrakcyjnych ofert z Anglii i Włoch.  Człowiek, który pokazuje, jak daleko można zajść ciężką pracą, uporem, walką. Który w trudnych sytuacjach nigdy nie spuszcza głowy, lecz zaciska zęby i pracuje jeszcze mocniej. Którego wielka rodzinna tragedia nie złamała, lecz dała niesamowitą siłę charakteru.

Autobus w stronę marzeń

Piłkarską przygodę zaczął bardzo wcześnie. Miał niewiele ponad 7 lat, gdy wraz ze starszym bratem Dawidem rozpoczął treningi w Rakowie Częstochowa. Już wtedy musiał wykazać się wielką wytrwałością – dzień w dzień podążał na przystanek PKS w rodzinnych Truskolasach, by następnie pokonywać 25-kilometrową odległość do siedziby klubu. Po kilkunastu latach przyzna, że nawet takie niuanse miały ogromny wpływ na jego piłkarską drogę. – Mieszkając za miastem już w tak młodym wieku musieliśmy pokonywać wiele przeszkód, by spełniać swoje marzenia. I choć mieliśmy trudniej, nie poddawaliśmy się. To uczyło wielkiej cierpliwości i konsekwencji w działaniu – podkreślał w jednym z wywiadów.

Po ośmiu latach zbierania piłkarskich szlifów w Częstochowie trafił do Górnika Zabrze. Epizod w szkółce tego klubu nie trwał jednak zbyt długo – kilka miesięcy później wrócił w rodzinne strony i zakotwiczył w IV-ligowym KS Częstochowa. Co ciekawe, swoją pierwszą bramkę w barwach tego klubu zdobył w konfrontacji z… Górnikiem Zabrze. Znakomite występy na czwartym poziomie rozgrywek otworzyły mu szansę na testy w zespołach z najwyższej klasie rozgrywkowej. Sprawdzał go m.in. austriacki Tirol Innsbruck, GKS Bełchatów oraz Lech Poznań. Przez chwilę wydawało się, że to właśnie „Kolejorz” będzie jego nowym rozdziałem w piłkarskiej karierze. Ostatecznie jednak poznański klub nie docenił umiejętności 19-latka i już niedługo bardzo tego żałował.

Szerokie wody

Początek roku 2005 okazał się okresem przełomowym. W pierwszych dniach lutego Kuba przyjechał na testy do potentata polskiej ekstraklasy – Wisły Kraków. Wielu dziwiło się, dlaczego sztab trenerski mistrza Polski traci czas na testowanie nieznanego zawodnika z IV ligi, jednak trener Werner Liczka bardzo szybko dostrzegł jego talent i docenił niepowtarzalną pracowitość. Kuba podpisał z "Białą Gwiazdą" swój pierwszy pięcioletni kontrakt.

Bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym otoczeniu – jego gra z każdym tygodniem zyskiwała coraz większe uznanie nie tylko wśród kibiców, ale także piłkarskich fachowców. W Wiśle pokazał się, rozwinął skrzydła i odniósł pierwsze duże sukcesy, co zaowocowało pierwszym powołaniem do reprezentacji Polski już w marcu 2006 roku. Z orzełkiem na piersi zadebiutował w Rijadzie konfrontacją z Arabią Saudyjską. Prezentował się na tyle dobrze, że selekcjoner Paweł Janas szykował dla niego miejsce w ścisłej kadrze „biało-czerwonych” na Mistrzostwa Świata w Niemczech w 2006 roku – gdyby nie problemy zdrowotne, Kuba prawdopodobnie już wtedy pojechałby na wielką piłkarską imprezę. Dało się wyczuć, że jest już bardzo blisko wielkiej piłki w europejskim wydaniu. Coraz głośniej zaczęto mówić o wzmożonym zainteresowaniu znanych zachodnich klubów.

Siła kapitana

Stało się jasne, że nadszedł czas na kolejny piłkarski krok. Media plotkowały o ofertach z Włoch, Hiszpanii i Anglii, jednak zdecydowanie największą determinację wykazali przedstawiciele Borussii Dortmund. Transakcję, zawartą w lipcu 2007 roku, dyrektor sportowy niemieckiego klubu Michael Zorc do dziś nazywa swoimi „najlepiej wydanymi pieniędzmi na tym stanowisku”. W barwach nowego zespołu Kuba zadebiutował meczem Pucharu Niemiec z 1.FC Magdeburg. Udane występy w Bundeslidze sprawiły, że jednocześnie rosła także jego pozycja w reprezentacji, prowadzonej już wtedy przez Leo Beenhakkera. Po bardzo dobrych występach w wyjazdowych spotkaniach z Portugalią i Rosją zaczęto Kubę coraz częściej kreować na jednego z liderów drużyny przygotowującej się do Mistrzostw Europy w Austrii i Szwajcarii. Niestety, i tym razem dopadł go pech – na ostatnim zgrupowaniu przed turniejem doznał kontuzji i w kadrze na turniej został w ostatniej chwili zastąpiony przez Łukasza Piszczka.

Kolejny sezon zaczął jednak znakomicie, od tytułu najlepszego zawodnika meczu o Superpuchar Niemiec. Szybko pojawiiły się pogłoski o zainteresowaniu słynnego Liverpoolu, a także innych piłkarskich marek, takich jak Ajax Amsterdam, Celtic Glasgow, West Ham czy Villareal. Zostaje jednak w Dortmundzie i decyzja ta okazuje się strzałem w dziesiątkę. Jesienią 2010 roku do Kuby dołączają kolejni Polacy: Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek, a Borussia z polską trójką w składzie dwa razy z rzędu – zarówno w 2011, jak i w 2012 roku – w spektakularny sposób sięga po mistrzowską paterę.

Prowadząc swój klub do najwyższych laurów w Niemczech, jeszcze bardziej kluczową rolę pełni w polskiej reprezentacji. Decyzją selekcjonera Franciszka Smudy zostaje mianowany kapitanem „biało-czerwonych” - po raz pierwszy zakłada opaskę 17 listopada 2010 roku przed wygranym towarzyskim meczem z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Nikt nie ma wątpliwości, że to on będzie przewodził kadrą podczas EURO 2012. Na polsko-ukraińskim turnieju po inauguracyjnym remisie z Grekami Polacy rozgrywają świetny mecz z Rosją, w którym Kuba wprawia w zachwyt piłkarski świat, zdobywając w 57 minucie znakomitą bramkę na 1:1. Bramkę, którą słynny Gary Lineker momentalnie określił „niezwykle inspirującą historią”. Przygoda z mistrzostwami skończyła się jednak dla Polaków już po trzecim meczu. Kuba szybko jednak podkreślił, że to absolutnie nie koniec: – Pierwsze dwa mecze pokazały, że mamy drużynę, która może grać dobrą piłkę i osiągać sukcesy. Wierzę, że najlepsze dopiero przed nami.

Ciągła walka

Piłkarski rok 2014 rozpoczął się fatalnie. Dokładnie 25. stycznia Kuba zakończył pierwszy mecz drugiej rundy już w 3. minucie, kiedy niefortunnie zablokował nogę w stawie kolanowym i upadł na boisko. – Tak naprawdę już leżąc na boisku byłem w stu procentach przekonany, że więzadła zostały zerwane. Diagnoza lekarzy tylko to potwierdziła, byłem przygotowany na taki wynik badań – opowiadał na gorąco. Dzień po pechowym meczu w Dortmundzie Kuba udał się na szczegółowe badania do kliniki Knappschaft. Przewidywania lekarzy znalazły swoje potwierdzenie, a diagnoza była bezwzględna - zerwanie więzadeł krzyżowych przednich.
Błaszczykowski bardzo szybko pogodził się z zaistniałą sytuacją, nie zamierzał rozpamiętywać feralnego meczu z Augsburgiem i optymistycznie spoglądał w przyszłość. – Wolę myśleć tylko o pozytywach. Nie mam w głowie złych rzeczy, lecz tylko te dobre – podkreślał podczas trwania długiej i żmudnej rehabilitacji. Limit pecha wyczerpał się dopiero na początku grudnia - po 318 dniach na murawie Signal Iduna Park ponownie zameldował się ulubieniec kibiców, zawodnik z numerem „16”. – Długo czekałem na ten dzień – opowiadał po meczu Ligi Mistrzów z Anderlechtem. Nasz pomocnik spędził na murawie tylko kilka minut, lecz fakt powrotu do gry był w tym przypadku kluczowy. – Chcę podziękować wszystkim, którzy byli ze mną w tym trudnym momencie.

Schody do...


Początek roku 2015 w piłkarskiej karierze Jakuba wcale nie był łatwiejszy. Borussia pod nieobecność Polaka grała fatalnie na poziomie Bundesligi, dlatego zadaniem Kuby jak i całego zespołu, było wyjście ze strefy spadkowej. Na szczęście wyniki drużyny były coraz lepsze, polski pomocnik zadziałał na zespół niczym talizman. Ostatecznie BVB zakwalifikowała się do europejskich pucharów i poległa dopiero w finale DFB-Pokal.
Po wielu miesiącach przerwy Kuba powrócił do reprezentacji Polski i doczekał się powołania od Adama Nawałki. Polski pomocnik z orłem na piersi wystepuje już jednak w nowej roli, gdyż selekcjoner postanowił zmienić kapitana drużyny. - Dobro reprezentacji jest dla mnienajważniejsze, a nie jakieś nasze indywidualne cele. Ja tutaj nie widzę żadnego problemu, bo dla mnie gra w reprezentacji jest rzeczą najważniejszą, jest spełnieniem moich marzeń. Nasza kadra z powodzeniem rywalizuje o awans do Euro 2016, przewodząc w grupie.
Niezwykle ważnym wydarzeniem tego roku była premiera książki "Kuba". Biografia naszego zawodnika pojawiła się na sklepowych półkach na początku czerwca i cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. - Ta książka to po prostu moje życie – mówi KubaKsiążka oddaje mnóstwo emocji, najważniejsze wydarzenia z życia piłkarza, lecz przede wszystkim człowieka. - Fajnie, jakby ktoś ją przeczytał i wrażenia zachował dla siebie. To jest książka bardziej o człowieku, niż o piłkarzu. Nie ukrywam że potrzebowałem czasu, żeby dojrzeć do tej decyzji, żeby brać życie takim jakie jest, bo doskonale wiemy, że nie zawsze jest kolorowo - opowiadaSwoją biografią Kuba chciałby także pomóc innym ludziom borykającym się z codziennymi problemami. - Doszedłem do wniosku, że warto - że można innym ludziom też pomóc. W życiu jest ciężko, ale najważniejsze, by się nie poddawać – przyznaje. - Wiedziałem, że to nie będzie łatwe - i nie było łatwe. Cieszę się, że mimo przeszkód wygrałem swoje życie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz